Les douleurs de l’accouchement

1722493Dostałam od mojej kochanej Mamy rewelacyjną książkę dla matek, oraz wszystkich zainteresowanych tematem porodu: „Mundra” Sylwii Szwed. Jest to zbiór wywaidów z położnymi, które na przestrzeni ostatnich 70 lat przyjmowały porody Polek. Zastrzegam, że niektóre opisy są dość drastyczne i kobiety w ciąży może niekoniecznie powinny zgłębiać tę lekturę, bo mogłyby się niepotrzebnie obawiać jakichś patologii, które występują bardzo rzadko. Pewnie jesteście ciekawi skąd to wiem, skoro nie mam nawet czasu się wyspać? Otóż wzięłam się na sposób i czytam podczas karmienia. Kto wie, może W. wyssie pasję czytelniczą z mlekiem matki? A że Synkowi apetyt dopisuje, W. jada często i długo, a ja jestem już po lekturze.

Pada tu wiele mądrych słów i ważnych pytań: o istotę kobiecości, o prawo do godności we wszelkich okolicznościach, o zwierzęcą stronę natury człowieka, o sens bólu. Jedna z położnych, pani Stefania Hoch (ur. 1922) stwierdza na przykład:

„Teraz kobiety są nastawione na unikanie cierpienia. Chcą zasnąć, za pół godziny się obudzić i zobaczyć dzieciątko [o tak, jak ja o tym podczas porodu marzyłam! - parson] Zeby jednak dziecko przedostało się na zewnątrz, muszą nastąpić nieodzowne procesy fizjologiczne. Boję się, że gdy kobiety przestaną rodzić naturalnie, dojdzie do jakichś genetycznych zmian w anatomii. To się odbije na kolejnych pokoleniach.”

To dość ciekawe, że chodziliśmy z T. do szkoły rodzenia, czytaliśmy wiele poradników i oglądaliśmy filmy o ciąży i porodzie, ale dopiero w tej książce natknęłam się na stwierdzenie, że ból porodowy ma sens. Wszędzie indziej są jedynie informacje jak tego bólu uniknąć, lub chociaż go zniwelować. Tu zaś wreszcie dowiedziałam się, że w trakcie porodu pod wpływem bólu powinny wyzwolić się cztery grupy hormonów stanowiące tzw. „koktajl miłości”, który powoduje wytworzenie unikalnej emocjonalnej więzi między matką a dzieckiem. Cały proces trwa godzinami, żeby poziom stresu dziecka rósł stopniowo. Stres jest potrzebny, bo dzięki adrenalinie możliwe są w ogóle narodziny. Jeśli dochodzi do cesarskiego cięcia, dla dziecka jest to szok, stres nagle osiąga bardzo wysoki poziom, co może prowadzić do wielu problemów zdrowotnych oraz emocjonalnych. Dlatego planowanie cesarskiego cięcia w celu uniknięcia zniekształcenia krocza wydaje się co najmniej nierozważne – zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że w efekcie może dojść do uszkodzenia pęcherza moczowego, jelit lub naczyń krwionośnych macicy, a także dużej utraty krwi u matki.

„Mundra” pomogła mi przewartościować mój poród. Dowiedziałam się co się ze mną dokładnie działo i dlaczego. Zrozumiałam, że nikt nie chciał mi zrobić krzywdy, a jedynie kierując się swoim osądem i doświadczeniem ludzie, na których trafiłam próbowali mi pomóc… Co nie oznacza, że mieli rację. W Polsce niestety mamy pięknie rozwiniętą teorię, a w praktyce w tak dużym mieście jak Poznań nie ma szpitala, który pozwoliłby na poród w pozycji wertykalnej. Osoby obecne przy porodzie były zupełnie przypadkowe i najprawdopodobniej już nigdy ich nie spotkam – a oni nie dostaną ode mnie informacji zwrotnej: jak przebiega połóg, jak rozwija się dziecko, czy jestem zadowolona z tego jak się mną zaopiekowano… Położne, z którymi spotkała się Sylwia Szwed mówią o cierpieniu, ale również o cudzie narodzin, o „pięknych porodach” (sic!), o doświadczeniu kobiecej solidarności oraz wsparcia między położną a rodzącą. Bardzo chciałabym kiedyś mieć możliwość przeżyć tak głęboko i świadomie poród. Teraz pozostaje mi tylko wymyślenie jak tego dokonam.

W dedykacji Mama napisała mi „Witaj w gronie matek” – i rzeczywiście czuję jakbym wstąpiła do jakiejś wspólnoty. Wszystkie matki, z którymi teraz rozmawiam bardzo się solidaryzują z moimi przeżyciami, opowiadają chętnie jak to u nich było, dzielą się radościami i smutkami, a także stanowią nieocenioną skarbnicę porad w kwestiach rodzicielstwa. Mam wrażenie, że przeszłam jakąś niewidzialną barierę, coś w rodzaju testu, który umożliwił mi zrozumienie i zbliżenie się do mojej Mamy, Teściowej, Babć i wszystkich matek. Nastąpiło to nieoczekiwanie dla mnie samej, w sposób, który w innej sytuacji nigdy nie byłby możliwy, choćbym przegadała z każdą z nich setki godzin. Jest coś, co one po prostu wiedzą, a teraz wiem to także ja. Co to takiego? Nie mogę Wam powiedzieć. Żeby to odkryć, trzeba najpierw przez dziewięć miesięcy nosić pod sercem nowe życie, a potem je wydać na ten świat. Innej drogi nie ma.

12 myśli nt. „Les douleurs de l’accouchement

  1. Bez przesady z tą gloryfikacją porodu naturalnego. Ja miałam dwa razy cc na życzenie i były to najlepsze decyzje w moim życiu. Po co męczyć siebie i dziecko, skoro można tego uniknąć??? Poziom stresu powinien rosnąc stopniowo?? A jak masz jakieś trudne wyzwanie życiowe, to wolisz, żeby „stres ci narastał” czy wolisz to szybko załatwić, raz, dwa i mieć z głowy??????? Komplikacje przy porodzie sn zagrażają dziecku znacznie bardziej, niż „nagły stres” przy cc.
    Jeśli zaś chodzi o „unikalną więź” między dzieckiem a matką, to nie zauważyłam,aby cc jakoś negatywnie na nią wpłynęła :)) A co z dziećmi adoptowanymi??? Są mniej kochane, bo adopcyjna matka nie miała wyrzutu „koktajlu miłości” przy porodzie???

    • Ale zdaje się, że tu nie chodzi o gloryfikację porodu naturalnego. I nie rozpatrujmy tego w kategoriach zły, dobry poród bo to nie o to chodzi. Rzecz w tym że każdy z nich jest zupełnie innym przeżyciem. Trudno mi tu mówić o przeżyciach związanych z cc bo takowego nie mialam, ale PN jak sama nazwa wskazuje jest to cos naturalnego i te ” męczarnie” jak to nazwałaś są do przeżycia, tym bardziej ze na końcu jest mały człowiek. Ja rodziłam naturalnie choć bałam sie jak cholera. Ale ten moment kiedy dziecko wychodzi na świat jest absolutnie nie do opisania i to uczucie…:)którego niestety nie doświadczy kobieta która miala cesarkę. Pozdrawiam.

      • Tak sobie myślę, że gdyby sposób w jaki przebiega poród naturalny był taki szkodliwy dla matki i dziecka to albo człowiek podczas ewolucji wykształciłby inny sposób rodzenia, albo by wyginął. Jak to określiła jedna z bohaterek książki: „gdyby Pan Bóg chciał, żeby kobiety rodziły poprzez wyjęcie dziecka z brzucha, to zrobiłby nam na nim zameczek”. Wierzę, że w naturze jest ogromna mądrość, której współcześni ludzie nie doceniają. Wszystko ma swój czas i miejsce – nie zawsze zależne od naszej woli. Nie jest to atak na Ciebie ~Anno, masz prawo uważać inaczej – ale proszę o argumenty merytoryczne, a nie „cc jest dobre, bo ja tak miałam”.
        Dzieci adoptowane to już całkiem inna historia, nie mieszajmy wątków.

        • http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,16210553,Nasz_ekspert_radzi__Chcesz_ciecie__nie_ma_sprawy.html#TRrelSST

          Przytoczyłam już argument (czytanie ze zrozumieniem się kłania!) – planowane cc jest znacznie bezpieczniejsze dla dziecka niż poród sn. (Cytuję: „Komplikacje przy porodzie sn zagrażają dziecku znacznie bardziej, niż „nagły stres” przy cc”) W/w lekarz potwierdza. Te wszystkie sparaliżowane, niedotlenione, porażone dzieci to są z cc czy z sn???? No, własnie.
          Druga sprawa – komfort matki. Brak deformacji i niekontrolowanych uszkodzeń ciała oraz wynikających z tego późniejszych problemów (cały czas mówię o PLANOWANYM cięciu, nie nagłym).
          Wystarczy? :)

          • ~Anno, widzę, że bardzo poruszył Cię mój wpis – i bardzo mnie to cieszy. Lubię aktywnych czytelników. Co do czytania ze zrozumieniem: w przytoczonym przez Ciebie artykule na samym początku padają słowa „Jednak hasło, że cesarskie cięcie jest bezpieczniejsze dla dziecka, zostało wzięte z sufitu. To sytuacja medialno-społeczna wylansowała taki pogląd.”
            Natomiast według WHO jedynie 10-15% dzieci rocznie powinno rodzić się przy pomocy cc, ze względu na wskazania medyczne, podczas gdy w Polsce liczba takich urodzeń przekracza 30% ze względu na… pieniądze.Na stronie Fundacji Rodzić Po Ludzku można przeczytać: „Cięcie cesarskie jest to operacyjne rozwiązanie ciąży. Polega na przecięciu powłok brzusznych – skóry, mięśni, otrzewnej i mięśnia macicy – a następnie wydobyciu dziecka oraz łożyska. Cesarskie cięcie jest poważną operacją brzuszną, którą powinno się wykonywać tylko wtedy, gdy są ku temu istotne medyczne powody. Nie jest to „ułatwienie” dziecku przyjścia na świat. Każde dziecko jest tak wyposażone przez naturę, że poród fizjologiczny jest dla niego najlepszym rozwiązaniem, ponieważ stymuluje procesy adaptacji do nowych warunków poza ciałem matki.

            Wiele wyników badań naukowych świadczy o tym, że poród operacyjny niesie większe ryzyko dla matki i dla dziecka niż poród drogami natury (chociaż w trakcie zabiegu jest bezbolesny). Podczas operacji mogą zdarzyć się różne powikłania, np. infekcje, uszkodzenie naczyń krwionośnych w macicy, uszkodzenie pęcherza moczowego lub jelit, duża utrata krwi czy zakażenie rany. Dziecko, które nie przeszło przez drogi rodne, może mieć problemy z układem oddechowym i jest bardziej narażone na wystąpienie astmy w przyszłości. Dochodzenie matki do pełnej formy trwa kilka miesięcy, zaś dolegliwości w miejscu blizny mogą się utrzymywać latami. Blizna na macicy może być przyczyną komplikacji w kolejnej ciąży. Czasami jednak poród drogami natury jest niemożliwy i wtedy cięcie cesarskie jest jednym sposobem na ukończenie ciąży.”

  2. A, jeszcze jedno. „gdyby Pan Bóg chciał, żeby kobiety rodziły poprzez wyjęcie dziecka z brzucha, to zrobiłby nam na nim zameczek”. Czyżby???
    Gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie nurkowali, to dałby nam skrzela….
    Gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie latali, to dałby nam skrzydła….
    Ludzie nurkują i latają pomimo braku skrzeli i skrzydeł….. bo tak sobie wymyślili i jest to fajne.
    Tak samo z cc.
    :)

    • To nie jest to samo, bo poród jest czynnością ściśle fizjologiczną – możesz kombinować ile wlezie, ale nie wynajdziesz lepszego, bezpieczniejszego sposobu np. na wypróżnienie pęcherza czy jelit niż naturalny. Można się oburzać na analogię, ale nic bardziej adekwatnego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy. No, może jeszcze seks – można sobie opłacić dawcę nasienia, ale czy to jest lepsze niż naturalne zapłodnienie?

  3. „Gdyby Pan Bóg chciał, żeby kobiety rodziły poprzez wyjęcie dziecka z brzucha, to zrobiłby nam na nim zameczek” Czy rzeczywiście?
    Gdyby Pan Bóg chciał, aby ludzie latali, to by im dał skrzydła….
    Gdyby Pan Bóg chciał, aby ludzie nurkowali, to by im dał skrzela….
    I tak dalej…..
    A ludzie latają i nurkują, pomimo braku skrzeli i skrzydeł, Bo tak sobie wymyślili, bo tak jest fajnie.
    Bo przede wszystkim Pan Bóg dał im ROZUM aby z niego korzystali i usprawniali swoje życie!!!!
    Jeśli chodzi o argumenty merytoryczne odnoszące się do cc – przywołałam jeden najważniejszy, który już wcześniej wymieniłam (czytanie ze zrozumieniem, a bez emocji, się kłania!). Napisałam: „Komplikacje przy porodzie sn zagrażają dziecku znacznie bardziej, niż „nagły stres” przy cc”. Planowane cc jest bezpieczniejsze dla dziecka niz poród sn. Te wszystkie porażone, niedotlenione, sparaliżowane dzieci to skąd – z cc czy z sn?? No, własnie….
    Inne argumenty to komfort matki i brak niekontrolowanych uszkodzeń ciała (cały czas mam na myśli planowane cc, nie nagłe). Są kobiety, dla których estetyka narządów rozrodczych jest ważna – po porodzie naturalnym rzadko bywa „tam na dole”:) tak ładnie, jak przed. Dorzucę głos eksperta:

    http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,16210553,Nasz_ekspert_radzi__Chcesz_ciecie__nie_ma_sprawy.html#TRrelSST

    • Odniosę się do jedynego argumentu, którego nie użyłaś jeszcze wcześniej: krocze zmienia się już w trakcie ciąży za sprawą silnego ucisku z góry. Jeśli chodzi o „funkcjonalność” narządów – polecam ćwiczenia Kegla. A estetyka wydaje się mało ważna, gdy w grę wchodzi zdrowie dziecka i moje (patrz fragment ze strony Fundacji Rodzić Po Ludzku).

  4. „Co do czytania ze zrozumieniem: w przytoczonym przez Ciebie artykule na samym początku padają słowa „Jednak hasło, że cesarskie cięcie jest bezpieczniejsze dla dziecka, zostało wzięte z sufitu. To sytuacja medialno-społeczna wylansowała taki pogląd.””
    Znam badania, które jednoznacznie wskazują na to, ze cięcie jest bezpieczniejsze dla dziecka, pod warunkiem, iz jest to CIĘCIE PLANOWANE. Cięcia nagłe, ratunkowe, zaniżają tę statystykę tak, że wychodzi na to, ze cc wcale nie jest bezpieczniejsze od sn.
    Jeśli jednak zadamy sobie trud oddzielenia i osobnego rozpatrywania dwóch rodzajów cc, to okaże się,ze planowane cięcie cesarskie to najbezpieczniejszy sposób narodzin. Nie pamiętam danych, autorów, ale postaram się odszukać!!
    A zatem jeśli kobieta świadomie planuje cc – wybiera najbezpieczniejszą dla dziecka drogę przyjścia na świat.
    Jeśli cięcie jest wykonane pod wpływem niekorzystnych, nagłych okoliczności i różnych zagrożeń – wówczas logiczne jest, ze „efekty” takiego cięcia są statystycznie zupełnie inne od planowanego cc!!!
    Jeśli wrzucamy wszystko do jednego wora statystycznego, to wychodzi nam, ze cc jest mniej więcej tak samo bezpieczne jak sn.

  5. Moim zdaniem ta dyskusja do niczego nie prowadzi bo każda z nas ma swoje racje. Przypatrując sie tej rozmowie podjęłam również temat ze znajomą, która ma 3 dzieci. Dwójka z nich przyszła na świat przez poród sn, a trzecie dzieciątko przez cc. Otóż znajoma stwierdziła jednoznacznie ze „cesarka” byla najgorszym przeżyciem jakiego doświadczyła. Chodzi oczywiście o samopoczucie po cieciu. Nie porównywalnie szybciej doszła do siebie i o niebo lepiej sie czuła po porodzie sn. Wierzę jej w końcu jest doświadczona w tej kwestii a przede wszystkim ma porównanie.

    • Oczywiście, że po cięciu cesarskim dochodzi się do siebie dłużej – ponieważ to jest OPERACJA, przecięcie wszystkich tkanek, duża ingerencja w organizm, podczas gdy poród siłami natury – jak sama nazwa wskazuje – jest zjawiskiem naturalnym, tu działa czysta fizjologia
      ~Anno, myślę, że jak zawsze w statystykach trzeba pamiętać, że i po stronie porodów naturalnych należałoby osobno rozpatrywać sytuacje porodu zdrowego dziecka przez zdrową matkę oraz wszelkie bardziej skomplikowane sytuacje, które mogą zawyżać wynik liczby ogólnych powikłań po porodzie siłami natury. Rzecz w tym, że jeśli po planowanym cc bez wskazań lekarskich, które jest inwazyjną operacją wszystko było ok, to po porodzie siłami natury też byłoby ok – a przecież to do takiego porodu dziecko przygotowywało się przez 9 miesięcy ciąży. Chętnie jednak zapoznam się z danymi, o których wspomniałaś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>