La nuit

images

Noc. Pora strachu, duchów, maratonów filmowych, szalonych imprez… i pora karmienia. A dokładniej trzy, w porywach do pięciu pór karmienia – przynajmniej w naszym wypadku. No, chyba, że akurat W. nie może zasnąć. Wtedy noc przechodzi w zasadzie w jedną niekończącą się porę naprzemiennego karmienia, przewijania i noszenia. A że Synek waży już ponad 7 kg, jest co nosić.

Dość szybko zauważam, że nocą czas płynie inaczej. Po raz kolejny wyrwany ze snu organizm usiłuje nawiązać kontakt z rzeczywistością, i po raz kolejny ponosi porażkę. Zaspane powieki nie chcą się rozkleić. Czy to już jutro, czy jeszcze wczoraj? Wskazówki zegarka rozmazują się i tańczą przed półprzytomnymi oczami. Spoglądam i jest 24:00. Po chwili jest już 3:05. Myślę, że teraz to już z pewnością noszę W. co najmniej od dwudziestu minut – gdy sprawdzam upłynęły zaledwie dwie. Przemierzam mieszkanie wzdłuż i wszerz, czekając aż mu się w końcu odbije i będziemy mogli wracać do łóżek. Wyglądam przez okno. Widzę księżyc w nowiu. Wyglądam ponownie – jest pełnia.

Podczas tych samotnych godzin czuwania, przemierzając całe kilometry i (z pewnością!) wydeptując ścieżki na podłodze pogrążonych w mroku pokoi przytulam do siebie ciepłe, bezwładne ciałko dziecka. Czasem krzyczy wniebogłosy i się wyrywa. Innym razem oddycha miarowo na moją szyję, działając silniej niż jakikolwiek środek usypiający. Myślę sobie, że chyba już mu się odbiło, pewnie nie usłyszałam. Zasnął tak mocno, i chyba nawet mu się coś śni, bo się uśmiecha. Odkładam go do łóżeczka najdelikatniej jak potrafię. Kiedy tylko jego ciało styka się z materacem, natychmiast szeroko otwiera oczy i patrzy na mnie z wyrzutem, zupełnie trzeźwym spojrzeniem.

Zaczynamy od początku. Znów przewijanie. Znów karmienie. Znów noszenie. Patrzę na blok naprzeciwko, szukam jasnych okien jak iskierek nadziei. Nie tylko ja nie śpię. Przez te prawie dwa miesiące poznałam już mapę rozmieszczenia nocnych marków w okolicy. Może też mają małe dzieci? – zastanawiam się. Może lubią siedzieć do późna. Cierpią na bezsenność. Prowadzą ożywione życie towarzyskie i odwiedzają ich znajomi. Czytają wciągającą powieść, od której nie mogą się oderwać. Zakuwają po nocach do poprawki egzaminu. A może zwyczajnie zapomnieli zgasić światło. Nawet jeśli, i tak te zapalone światła dodają mi otuchy.

Czasem Synek zasypia natychmiast, i ja również mogę się wyspać. Choć, rzecz jasna, jest to zupełnie inne „wyspanie”, niż to, którego doświadczałam kiedyś. Po pełnych czterech godzinach niezakłóconego snu kręci mi się w głowie i muszę przez dłuższą chwilę zastanawiać się gdzie właściwie jestem.

Kiedy w swobodnej rozmowie szwagierka wspomniała lekko o przespaniu ciągiem ośmiu godzin, osłupiałam. Podczas gdy rozmowa potoczyła się dalej swoim torem, mój mózg nadal rozważał tą koncepcję. Osiem godzin… bez przerwy… Nie, w tym zdaniu musi kryć się jakiś błąd logiczny.

Parę minut po czwartej, po którymś karmieniu z kolei, odkładam wreszcie synka i wychodzę na balkon. Miasto leży u moich stóp. Ta chwila ciszy, zawieszenia między nocą a dniem, należy tylko do mnie. Moi dwaj mężczyźni chrapią w najlepsze w sypialni, zupełnie nieświadomi mojego małego zwycięstwa. Przetrwałam kolejną noc. Świętuję ten fakt sam na sam z Poznaniem i z kubkiem herbaty. Powietrze niesie jeszcze przyjemny chłód poranka, który wkrótce zmieni się w nieznośny upał. Nad dachami wschodzi słońce i odbija się w szybach budynków pomarańczowym blaskiem. Oddycham głęboko, pociągam ostatni łyk mocnej herbaty. Potem wślizguję się cichutko do łóżka i liczę jeszcze na jakąś godzinkę snu.

10 myśli nt. „La nuit

  1. Sama nie wiem co lepsze… teraz też się nie wysypiam, bo ciążący brzuch przeszkadza, budzę się w nocy żeby z bólem przewrócić się na drugi bok, żeby wyjść do łazienki, żeby zasnąć po kolejnym solidnym kopniaku Małego. Ale za to mogę spać do woli, aż się nie wyśpię. I te pobudki nie są zazwyczaj dłuższe niż kilka-kilkanaście minut.
    Po porodzie znowu się nie wyśpię, bo wiadomo :-) Za parę miesięcy stwierdzę, które pobudki były gorsze.

    • Hmmm… wiesz, tak sobie myślę, że najgorsze jest zawsze to, co jest aktualne. Co z tego, że wiesz, że za parę miesięcy Maluszek da Ci w nocy popalić, skoro Ty TERAZ nie możesz zasnąć i źle się z tym czujesz? Po porodzie szybko zapomina się o niedogodnościach w ciąży – co nie znaczy, że te niedogodności są mniej uciążliwe. Zwyczajnie należą już do przeszłości. Trzymaj się! Z każdym dniem bliżej do końca :-)

  2. Takie noce są suuuuuuuuper ;) moja Księżniczka ma już 8 miesięcy a jeszcze się zdarza że noc to jedna wielka przerwa śniadaniowa :)))))) śpi tak długa jak ma pierś w buzi…..ale spróbuj ją zabrać :)))

  3. To, co opisujesz, jest mi zupełnie obce. Przez pierwszy miesiąc, karmiłam córkę w nocy na siedząco i przewijałam ją jeden lub dwa razy. Teraz już tego nie robię, teraz przewijam ją późnym wieczorem i ściągam pieluchę dopiero rano, po czym wietrzymy pupkę przez godzinę. W nocy karmię małą wyłącznie na leżąco, bez podnoszenia do odbicia, a mały brzuszek nie protestuje. Krótkie pobudki na włożenie piersi do buzi dziecka nie są uciążliwe, bo po włożeniu od razu zasypiam, a mała ssie tak długo, jak chce. Spróbuj, może u Was też tak się da i uda Ci się wreszcie wyspać :)

    • moja Księżniczka śpi z nami (niektórzy to potępiają ale nam odpowiada,z synem było podobnie)i faktycznie,nie wiem co to nieprzespana noc bo istnieje prawie „samoobsługa” czyli dostaje pierś po czym ja śpię a ona je jak długo chce. Jest co prawda to spanie inne,takie czuwające ale Mała się nie wybudza,nie trzeba od nowa usypać :D no chyba że muszę wstać a jej się włącza ostrzeganie:)

      • My trochę się boimy: że Synek spadnie, zostanie zgnieciony, albo nie będzie chciał opuścić naszego łóżka. Ale już kilka razy się zdarzyło, że zasnęłam w trakcie karmienia i i tak przespał z nami kilka godzin – całkiem bezpieczny. Budzę się po takim spaniu trochę zdrętwiała, bo ani drgnę przez cały czas, ale za to maluszek budzi się jak nowo narodzony :D

        • Na początku tez się bałam,ale kiedy śpisz z dzieckiem to jest taki inny sen,powiedziałabym „koci”.Obudzi Cię każdy ruch,ale nie jest się niewyspanym :) Nie przygnieciesz dziecka :) Za to dla mnie nie ma nic fajniejszego jak po obudzeniu zaraz zobaczyć obok twarzyczkę dziecka i ten słodki usmiech „jesteś mamo:)” Co do opuszczania łóżka,to z synem przerabiałam etapowo-znaczy najpierw w ciągu dnia jak miał drzemki to przenosiłam do łóżeczka,potem wystarczyło go zostawić w łóżeczku i sam zasypiał a potem dostał ” stałą eksmisje” :))) obyło sie bez płaczu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>