La plaisir

Bycie matką jest niezwykle fizycznym doznaniem. Od pierwszych odczuwalnych ruchów dziecka wewnątrz własnego ciała, poprzez poród, a potem karmienie piersią jest to wręcz organiczny (niekoniecznie zawsze przyjemny) kontakt z dzieckiem.

Wielką przyjemność sprawia mi zapach moich dzieci. Dotyk ich aksamitnie gładkiej skóry. Delikatne jak puch włoski. Ciepło ich małych, przytulonych do mnie ciałek – tak rozczulająco ufnych we śnie. Równomierny, spokojny oddech na mojej szyi. Mała rączka w mojej dużej dłoni.

La jeunesse

Cytat dnia:

„Wiemy, że osiemdziesięciopięcioletni berlińczyk w ciągu sześciu miesięcy nauczy się chińskiego – pod warunkiem, że jego emocjonalne centra zostaną aktywowane. Stanie się tak na przykład wtedy, gdy zakocha się w młodej siedemdziesięcioletniej Chince.”

Gerald Hüther

Le temps

Bycie rodzicem sprawia, że czas ulega zakrzywieniu. Patrząc na dzieci widzimy swoją przeszłość. Przypominamy sobie nagle dawno zapomniane wydarzenia, smaki, zapachy… Znów możemy wejść do świata fantazji jako pasażerowie na gapę.

Wpatruję się twarzyczkę mojego trzymiesięcznego synka. Maluje się na niej tyle uczuć! Zabawnie marszczy brwi, to znów je unosi niby w zdziwieniu, to uśmiecha się, to znów porusza ustami jakby chciał coś powiedzieć. Chwilami przypomina mi swoją babcię, innym razem kogoś z wujostwa, i zastanawiam się, czy rzeczywiście tak mogli wyglądać w dzieciństwie. Patrząc tak na niego mam wrażenie, jakbym spoglądała w przeszłość, poprzez całe pokolenia przodków, których mądrość w sobie nosi.

Kiedy zasypia, odkładam go delikatnie do łóżeczka i przechodzę do pokoju obok, gdzie czeka na mnie już trzy lata później, pełen energii i pomysłów, gadając jak najęty. Patrząc na starszego synka, nachodzi mnie refleksja na ile udało mi się zapewnić mu takie dzieciństwo, o jakim dla niego marzyłam gdy był w wieku tego młodszego – maleńki, bezbronny, czysty niczym tabula rasa. Czy spełniłam złożone sobie w duchu obietnice? Czy nie zawiodłam jego zaufania?

Dzieci patrząc na nas, widzą swoją przyszłość.

Si mes yeux ne me trompent pas

Wzrok małego człowieka zwrócony jest do wewnątrz. Niby patrzy, ale nie widzi. Wsłuchuje się w bogactwo dźwięków, które nieustannie mu towarzyszą. Bicie swojego serca. Bulgotanie w żołądku. Oddech. Pulsowanie krwi. Nagle skupia wzrok i rzeczywiście widzi mnie, kiedy się nad nim pochylam. Nawiązuje kontakt wzrokowy. Uśmiecha się szeroko. Uwielbiam ten moment.

La cigarette

źródło: pinterest.com

źródło: pinterest.com (ang. Chroń dzieci: nie każ im wdychać dymu ze swojego papierosa)

Drogi Palaczu!

Moje trzyletnie dziecko płacze nad Tobą. Dosłownie. Za każdym razem kiedy Cię widzi z tym Twoim śmierdzącym papierosem, a jak sam wiesz, zdarza się to nader często – w parkach miejskich, przy placach zabaw, na przystankach tramwajowych, a nawet przed naszym blokiem – zbiera mu się na płacz nad Tobą i Twoimi czarnymi płucami.

Na ironię zakrawa fakt, że to Ty systematycznie podtruwasz moje Bogu ducha winne dzieci podczas spacerów i masz to gdzieś.Więc tak się sprawy mają. Pomyślałam, że może chciałbyś wiedzieć.

Lecz się!

M.

Fauteuil roulant

Będąc na spacerze z dziećmi spotkałam ciężko chorego mężczyznę na wózku inwalidzkim. To spotkanie zrobiło ogromne wrażenie na W., który jeszcze nigdy nie widział takiej osoby. Tego samego dnia wieczorem, po bajeczce na dobranoc zapytał mnie swoim słodkim głosikiem:

- Mamo, a co ten pan miał chorego, że był na wózku inwalidzkim?

- Chyba nóżki. – Odpowiedziałam niepewnie.

- A jak sobie trochę na tym wózku posiedzi, to już mu nóżki wyzdrowieją! – Radośnie stwierdził, bardziej niż zapytał, synek.

- Hmmm… Nie jestem tego taka pewna. – Westchnęłam, wahając się ile prawdy mogę mu powiedzieć. – Czasami, jak ktoś jest bardzo chory, to nawet wózek inwalidzki nie pomoże.

- To wtedy trzeba zadzwonić po karetkę! – Zdecydował po dłuższej chwili namysłu.

- Tak myślisz? – Grałam na czas. – Właściwie to karetkę się wzywa do nagłych przypadków.

- Na przykład do wypadków drogowych! – Dorzucił z entuzjazmem nasz motomaniak.

- No właśnie. – Skwitowałam z ulgą, że kończymy już rozmowę.

- Temu panu wyzdrowieją nóżki. – Oświadczył synek z nowo odzyskanym przekonaniem (skąd? jak? dlaczego?) – Pojeździ trochę na wózku i już będzie zdrowy.

- Emm… Wiesz… Może…

- Jak następnym razem go spotkamy na spacerku, to będzie sobie szedł na nóżkach. I nie będzie już na wózku! – Coraz bardziej rozkręcał się W.

- Może tak się zdarzyć. – Skapitulowałam pod naporem jego radości z wyobrażonego ozdrowienia. – Kocham cię, synku.

Mam ogromne szczęście: otaczają mnie dobrzy ludzie.

Od kiedy urodził się nasz drugi syn codziennie ktoś życzliwy się do mnie odzywa, chociażby po to, żeby powiedzieć „cześć” i życzyć mi dobrego dnia. Znajomi wpadają z zakupami, albo z obiadem. Młode mamy z sąsiedztwa pożyczają mi akcesoria niemowlęce i ciuszki. Po wpisie o pociętej kartce dostałam nowe kartki z gratulacjami i kwiaty. Zaskoczyło mnie to morze dobroci pośród którego się nagle znalazłam i właściwie czuję się zawstydzona, że nie doceniałam mojego otoczenia – i że może sama nie byłam aż tak dobrą przyjaciółką w potrzebie dla innych. Zawsze kiedy myślę, że już rozgryzłam tę ludzką zagadkę, wydarza się coś, co zupełnie mnie zaskakuje… I całe szczęście!

La pharmacie

W aptece wymieniłam całą listę dziecięcych produktów dla naszego malucha, po czym w końcu, po dłuższej chwili milczenia wymruczałam pod nosem, że potrzebuję czegoś na hemoroidy.

- Karmi pani piersią?

-Tak.

Farmaceutka pogmerała chwilę w szufladzie, po czym wyjęła małe opakowanie i wręczyła mi je z uśmiechem.

-Proszę, mi pomogło po porodzie.

A widząc moją zmieszaną minę dodała:

-To bardzo częste powikłanie.

I dorzuciła mi do reklamówki z zakupami kilka darmowych próbek.

La beauté

Rozmawiałam niedawno z koleżanką ze studiów (w tym miejscu chciałabym bardzo podziękować całej braci studenckiej, która nieustannie do mnie dzwoni i sprawdza, „czy to już”, to bardzo miłe!), która stwierdziła, że dobrze się trzymam w ciąży. Odpowiedziałam jej bez ogródek, że gdybym była przed ciążą jakąś wielką pięknością – powiedzmy zawodową modelką, albo Miss Universe – z całą pewnością byłoby mi znacznie trudniej znosić wszystkie te zmiany. Tu mi puchnie, tam się rozciąga, w ubrania się nie mieszczę, czyli ciążowy standard. Ponieważ zawsze uważałam się za całkiem zwyczajną dziewczynę, przyjmuję tę metamorfozę z dużym dystansem i spokojem. Na pewno nie jestem zachwycona rozstępami, czy tak widoczną siecią żył, że mogłabym służyć jako żywy model anatomii, ale też nie mam zamiaru z ich powodu tracić dobrego nastroju. Koleżanka wyraźnie była zaskoczona takim tokiem rozumowania i podsumowała krótko:

„Ale sobie dowaliłaś!”

Nie uważam jednak wcale, żeby moje słowa były dla mnie w jakikolwiek sposób uwłaczające. Na świecie jest wiele oszołamiająco pięknych kobiet. Podejrzewam, że kobiet naprawdę szczęśliwych jest znacznie mniej. A moim celem jest właśnie być szczęśliwą.

Przeczytałam kiedyś (gdzie? kiedy? może ktoś z Was skojarzy ten cytat?), że nie ma nic smutniejszego niż widok starzejącej się piękności, która nigdy nie musiała ćwiczyć się w błyskotliwości, poczuciu humoru, czy elokwencji, żeby zwrócić na siebie uwagę otoczenia. Nagle traci swój największy atut i czuje, jak grunt usuwa jej się spod nóg.

Co prawda jestem w stanie wyobrazić sobie wiele smutniejszych widoków, chociażby głodujące dzieci, ale zgadzam się, że piękno jest w naszej kulturze przereklamowane. Wielka uroda to niczym niezasłużony prezent, który często w pewien sposób upośledza swojego posiadacza. Już małe dzieci bardzo szybko uczą się, że nierzadko wystarczy zrobić słodką minkę, żeby osiągnąć sukces. A jeśli ktoś przez długie lata funkcjonuje na tej zasadzie, trudno mu pogodzić się z faktem, że życie odciska na nas swój ślad, a czas pędzi nieubłaganie.

Czasem mam wrażenie, że ten cały pęd do zabiegów kosmetycznych, siłowni, SPA, zdrowej żywności, chirurgii plastycznej, itp. ma na celu dobrze nas zakonserwować do grobu. Tu się zaszpachluje, tam się wyklepie, i będziemy wszyscy jednakowi: gładcy i nijacy niczym lalki barbie. Przykro patrzeć na naciągnięte twarze celebrytów, którzy za wszelką cenę chcą pozostać nietknięci życiem, którym żyją.

„Starość to nie jest wiek dla smarkaczy”, stwierdza jedna z postaci w książce „Tato” Williama Warthona, i ja się z tym zgadzam.