Pascal Mercier – „Nocny pociąg do Lizbony”

nocny-pociag-do-lizbony-b-iext2472270

„Kto czyta, żyje wielokrotnie”, powiedział Józef Czechowicz. Czy dlatego nieuchronne zbliżanie się ostatniej strony napawa mnie takim smutkiem? Czy gdy kończę czytać książkę jakaś część mnie umiera wraz z jej ostatnim zdaniem? A co w takim razie z książkami, z tymi setkami i tysiącami książek, których nigdy nie zdążę przeczytać? Czy pozostaną to już na zawsze moje nieprzeżyte życia, część mnie ukryta nawet przede mną samą?

Zaczytałam się bez reszty w „Nocnym pociągu do Lizbony” Merciera. Cóż bardziej zachwycającego od powieści filozoficznej pisanej wierszem? Dawno już nie zdarzyło mi się czytać tak pięknej literatury pięknej. Czy gdyby w toku swej edukacji Masłowska lub King natrafili na tego typu lekturę, kiedykolwiek odważyliby się próbować swoich sił w pisarstwie? A jeśli przeczytali taką w późniejszym czasie, czy mieli dość przyzwoitości, żeby spłonąć rumieńcem?

Jak zazwyczaj bywa z filozofią, tekst zadziwia swoją trafnością, pozostawiając jednak czytelnika z większą ilością pytań, niż odpowiedzi. Na ile jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka? Na ile znamy siebie samych? Czy bliskość jest czymś więcej niż tylko dzieloną samotnością?

„Nocny pociąg do Lizbony” Merciera przepełniony jest tak wielką miłością do języka, że przypomniał mi mój własny płomienny zapał początkującej studentki, kiedy z rozdziawionymi ustami słuchałam wykładu z filozofii języka. Gdy usłyszałam słowa Sapira mówiącego, że człowiek, który w całym swoim życiu widział tylko jednego słonia może mimo to mówić „bez żadnego wahania o dziesięciu słoniach lub o milionie słoni, czy też o stadzie słoni kroczących parami czy czwórkami lub wreszcie o pokoleniach słoni” (E. Sapir, „Kultura, język, osobowość”) poczułam się jakby spadły mi łuski z oczu. Co więcej, o słoniach może mówić przecież osoba, która słonia nigdy nie widziała. Może też opowiedzieć całą historię o słoniach w prążki, o różowych słoniach, o latających słoniach i jakie jej się jeszcze tylko zamarzą. Przecież wiedziałam, wiedziałam, że język jest potężną siłą: siłą twórczą, manipulującą, wyzwalającą lub zniewalającą, albo nawet wszystkim tym naraz. A jednak uzmysłowienie sobie z pełną mocą, że słowami myślę i czuję, słowami komunikuję się z innymi i wywieram na nich wpływ, że w końcu „Słowo stało się ciałem” (J 1,14) było dla mnie jak objawienie.

Kwintesencją powieści Merciera wydaje mi się dialog głównego bohatera, Gregoriusa, z osobą od której miał nadzieję dowiedzieć się czegoś o obiekcie swojej fascynacji:

„-Chciałbym wiedzieć jak to było być nim – odparł. (…)

-Czy można to zrobić? Dowiedzieć się, jak to jest być kimś innym? Nie będąc nim?

Gregorius odparł, że można przynajmniej dowiedzieć się, jak to jest, gdy wyobrażamy sobie, że jesteśmy kimś innym.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>