Rachel Cusk – „Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa”

rachel_cusk_praca_na_cale_zycie

Są takie myśli, których matka nie może wyrazić na głos bez ryzyka oskarżeń o bycie złą matką. Dobrej matce takie myśli nie mają nawet prawa powstać w głowie. Na przykład?

„Tęsknię za swoim dawnym życiem.”

„Fizjologia jest głęboko niesprawiedliwa. Mój mąż też został rodzicem, ale to na mnie spada cała najgorsza część rodzicielstwa: ciąża, poród, połóg, karmienie piesią całymi godzinami o każdej porze dnia i nocy. To moje ciało wciąż się zmienia w sposób, który jest dla mnie trudny do zaakceptowania. To moja kariera zawodowa stoi pod znakiem zapytania. Czuję się sfrustrowana i rozzłoszczona tą sytuacją. Toczy się tyle wzniosłych dyskusji o równouprawnieniu, a wystarczy urodzić dziecko, aby je wszystkie unieważnić.”

„Jestem znudzona. Każdy mój dzień wygląda dokładnie tak samo. Wyjście do osiedlowego sklepu urasta do rangi wielkiego wydarzenia. Moje życie towarzyskie umarło z nudów. Co gorsza, nijak nie da się go wskrzesić. Cieszę się na wizytę znajomych, ale gdy tylko czas spotkania przekroczy 30 minut zaczynam się zastanawiać czy nie lepiej było wykorzystać wolne chwile na odespanie nocy albo zrobienie prania. Wiem, że gdy wyjdą, będę musiała rzucić się na wszystko naraz, z płaczącym niemowlęciem na ręku na dokładkę. Zawczasu zaczynam w myślach układać listę rzeczy do zrobienia.”

„Czuję się nieadekwatna w swojej roli. Muszę znać odpowiedzi na wiele pytań, nie wiedząc gdzie ich szukać. Poradniki na niewiele się zdają w konfrontacji z żywym dzieckiem. Czy nie jest mu za zimno? A może za gorąco? Niewygodnie mu w ubranku? Jest głodne? Boli je brzuszek? Nudzi mu się? Czuje się samotne? Jak do diaska rozpoznać te różne rodzaje płaczu?! Czy dobrze trzymam/ przewijam/ karmię? Czy nie przeoczyłam czegoś ważnego? Podobno powinien mi to powiedzieć instynkt macierzyński. Mąż patrzy na mnie jak na wyrocznię. A ja nie mam zielonego pojęcia!”

Takie – choć nie w tych samych słowach – i podobne myśli przewijają się przez książkę Rachel Cusk „Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa”. Nic dziwnego, że owa publikacja spotkała się z surową krytyką. Głównie ze strony młodych matek. No bo jak to! Niemowlęta są szalenie atrakcyjnymi towarzyszami dla dorosłych kobiet, a każdy spędzony z nimi dzień jest pełen przygód. Ponadto Cusk nie nadaje się na matkę i jest nieczułą egoistką.

Przyznam, że również miałam mieszane uczucia podczas tej lektury. Momentami zastanawiałam się, czy autorka rzetelnie przygotowała się do nowej roli (na przykład gdy opisuje ogrom swojego zaskoczenia, już po porodzie, koniecznością nocnego karmienia – sądziłam, że to powszechna wiedza). Czasem zdawało mi się, że za bardzo koncentruje się na własnych przeżyciach, a za mało próbuje nawiązać kontakt ze swoim dzieckiem. Nota bene pisarka uważa dziecko za pozbawione jasno określonej osobowości aż do czasu, gdy zaczyna ono mówić, z czym absolutnie nie mogę się zgodzić. Najgorsze są jednak te momenty, w których – z poczuciem winy – odnajduję własne, nieco mniej wzniosłe, odczucia dotyczące macierzyństwa. Autorka pisze na przykład:

„Mój głód świata był nienasycony, zachłanny, wyrażał tęsknotę za jakimś utraconym, przedmacierzyńskim „ja” i za wolnością, z której owo „ja” może umiało korzystać, a którą może roztrwoniło.”

„Urodzenie dziecka nie tylko oddziela kobietę od mężczyzny – oddziela ją także od własnego „ja”, głęboko zmieniając jej pojęcie o tym, co to znaczy żyć. W jej ciele żył przez pewien czas inny człowiek, a po wyjściu na świat żyje w jurysdykcji jej świadomości. Przebywając z nim, kobieta nie jest sobą; oddzielona od niego, także nie jest sobą – dlatego równie trudno jest dzieci zostawiać, jak z nimi przebywać.”

„Kiedy wychodzę z córką na spacer, widzę na ulicach młode kobiety, piękne i beztroskie, i żal za utraconym „ja” ściska mi serce. Przenoszę wzrok na córkę. która śpi w spacerówce – ciemna firana rzęs tworzy na jej bladej skórze dwa łuki. Uderza we mnie podmuch przeciwnego wiatru miłości. Przez jakiś czas tkwię w takim właśnie stanie, rzucana to tu, to tam, i kręcę się w kółko jak oszalały, rozgorączkowany kurek na dachu, usiłujący znaleźć północ.”

Co istotne, a wręcz najistotniejsze, mimo tego, co chcieliby zasugerować zacięci krytycy książki, Rachel Cusk ani razu nie wspomina, że nie kocha córki, albo, że żałuje jej urodzenia. Przeciwnie, wielokrotnie podkreśla, że bardzo kocha swoje dziecko, ale jest to miłość trudna.

„Praca na całe życie…” stanowi odważne, wnikliwe studium psychiki autorki po urodzeniu dziecka. Z pewnością nie jest to cukierkowa, różowo-błękitna wizja promowana przez kolorowe czasopisma dla kobiet. Nie jest to również opis przeżyć każdej młodej matki, raczej bardzo osobiste zwierzenie. Sądzę, że to niezwykle ważna książka, ponieważ ukazuje złożoność doświadczenia macierzyństwa. Owszem, koncentruje się na jego ciemnych stronach. Ale zamiast atakować owo jednostronne, mroczne, podejście, należałoby zapytać skąd ono się wzięło. Może stanowi niezbędną przeciwwagę dla tych wszystkich tekstów rozpływających się nad „maluśkimi skarpeteczkami” i „uroczymi komplecikami z kokardeczkami”? A może pozwala normalnym kobietom, które oprócz wszechogarniającej radości i miłości odczuwają czasem także zmęczenie, frustrację, zniecierpliwienie i złość, uwierzyć, że ich sposób na bycie matką nie odbiega od normy aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać? Jedno jest pewne: książka Cusk prowokuje do niezależnego myślenia – a takich pozycji nigdy za wiele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>