Dans la nuit

źródło: http://www.canalvie.com

źródło: http://www.canalvie.com

Kolejny wpis nocny. Czy to ze względu na ekscytację zbliżającym się już wielkimi krokami porodem, czy też stres przed zbliżającymi się – jakby się wydawało – jeszcze większymi krokami egzaminami końcowymi na studiach, ciągłe spanie przez całą noc zaczyna mnie przerastać. Na ironię zakrawa fakt, że dzieje się tak akurat teraz, kiedy moje pierwsze dziecko grzecznie przesypia większość nocy, a drugie – nawet jeśli nie śpi – to i tak nie jest jeszcze w stanie nikogo obudzić. A może to taka rozgrzewka przed nieprzespanymi nocami z noworodkiem? Przypominam sobie, że na końcowym etapie pierwszej ciąży też miałam podobny problem.

Swoją drogą, czytałam kiedyś artykuł, którego autor dowodził, że spanie przez całą noc jest stosunkowo nowym wynalazkiem, związanym z industrializacją społeczeństwa i potrzebą większej wydajności pracy w ciągu dnia. Podobno jeszcze kilkaset lat temu powszechnym zwyczajem było przesypianie kilku godzin po zapadnięciu zmroku, po którym następowało ożywione nocne życie towarzyskie, i znów parę godzin snu aż do świtu. Rzekomo jest to bliższe naturalnemu rytmowi naszych organizmów. Słowem – jestem bliżej natury niż mój chrapiący właśnie w najlepsze mąż, i jak zwykle leżący w poprzek łóżka synek.

Sen i bezsenność to zresztą obszar znaczących różnic kulturowych oraz obszernych prac badawczych. Dowiedziałam się ostatnio na przykład, że Japończycy wcale nie postrzegają snu jako czegoś pozytywnego. Wręcz przeciwnie, uznają go za bezsensowne marnotrawstwo cennego czasu. Ponadto, jako naród o silnym poczuciu przynależności do grupy, postrzegają sen, czynność ze swej natury indywidualną, jako powód do poczucia winy. Zresztą Japończycy wcale nie są odosobnieni w swoim upodobaniu do pozostawania w nieustannym kontakcie z innymi członkami społeczności.

W książce, którą właśnie czytam, „Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci? Rodzicielskie przygody z całego świata” Mei-Ling Hopgood (polecam, chociaż polskie tłumaczenie i korekta pozostawiają nieco do życzenia – ale to staje się niestety normą wśród współcześnie wydawanych książek) autorka pisze na przykład:

„W państwach takich jak Argentyna, Hiszpania i Egipt rodziny wolą przedłużyć dzień, zjeść obiad kiedy jest chłodniej, być może ucinając sobie drzemkę w czasie gorącego dnia. U afrykańskich plemion takich jak !Kung i Efe, sen jest przerywany spotkaniami towarzyskimi, opieką nad niemowlęciem, dokładaniem do ognia i odstraszaniem drapieżników. (…) W wielu kulturach dorośli i dzieci rzadko, jeśli w ogóle śpią samotnie. Robią to w chatkach, namiotach, na matach, w zatłoczonych mieszkaniach, przytulone do rodziców, sióstr, braci, psa (kota, kur, itd.). Ludzie na przemian zasypiają i budzą się podczas rozmów przy ognisku, nocnych rytuałów religijnych, rodzinnych uroczystości.”

Taka perspektywa rzuca nowe światło na niekończące się dyskusje rodziców na forach internetowych i placach zabaw pt. „Ratunku! Moje dziecko JESZCZE nie przesypia całych nocy!” i „Spać z dzieckiem, czy od razu umieścić je w osobnym pokoju?”, oraz poradników typu „10 prostych kroków do przespanej nocy twojego dziecka”. Przy pierwszym dziecku wydawało mi się, że muszę OD RAZU znać odpowiedzi na wszystkie pytania, zdecydować się na JEDYNĄ SŁUSZNĄ opcję i KONSEKWENTNIE się jej trzymać – w przeciwnym razie wyrządzę dziecku równie wielką, co nieodwracalną, krzywdę. Teraz, nauczona doświadczeniem z naszym kochanym W., trochę zmądrzałam.

Jak można znać wszystkie odpowiedzi, robiąc coś po raz pierwszy? Błędy są nieuniknione. Na szczęście noworodki mają krótką pamięć (no, to oczywiście żart!). Można, o ile wręcz nie trzeba, wypróbować różne opcje i dopasować je do indywidualnych potrzeb swojej wyjątkowej rodziny, nie oglądając się przy tym na innych. Przecież tak często powtarzamy, że każde dziecko jest inne, a jednak oczekujemy, że w kwestii snu wszystkie będą takie same. Spodobał mi się komentarz pediatry do autorki wspomnianej książki, gdy ta zamartwiała się niestarczającą ilością snu swojej córki:

„On tylko uśmiechnął się i powiedział: – Po prostu tym razem przypadło ci dziecko, które nie śpi zbyt wiele.” i dalej: ” Musimy przestać myśleć, że istnieje tylko jeden słuszny sposób na sen. (…) Możemy stwierdzić, że chcemy aby niemowlęta spały w taki albo inny sposób, ale one wcale nie są do tego zaprojektowane. (…) Niemowlęta śpią wtedy, kiedy tego potrzebują, tyle że mogą nie chcieć robić tego wtedy, kiedy nam się wydaje, że powinny. (…) Gdybyśmy tylko mogli wyluzować i pozwolić niemowlętom być sobą, koniec końców spałyby dużo lepiej, a razem z nimi rodzice.”

Oczywiście łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Jestem nadspodziewanie spokojną osobą, ale pamiętam, że gdy byłam skrajnie zmęczona po PONAD ROKU przerywanego snu, rada typu „wyluzuj” mogłaby sprowokować mnie do wszczęcia bójki. Mimo to, niezwykle wyzwalająca jest myśl, że w obliczu ciągłego wpędzania rodziców w poczucie winy (od pierwszych dni  życia dziecko jest: za grube/ za chude/ za głośne/ za ciche/ zbyt strachliwe/ zbyt marudne, itp., itd., i to PRZEZ CIEBIE!) w porządku jest stwierdzenie, że niektóre sprawy zwyczajnie od nas nie zależą.

Tymczasem nasz mały W. kila razy obudził się z płaczem (czy to też ekscytacja zbliżającym się porodem?) i domagał się przeszukania pokoju w celu przegonienia nieistniejącego pająka, albo odbywał z nami rozmowy w stylu:

- Chcę, żeby mama tu była!

- Synku, jest bardzo późno. Pora spać.

- A jak coś tam znowu będzie chrobotać w kuchni?

- Słyszałeś jakiś hałas? – (nasłuchuję uważnie) – Nic tam nie chrobocze. Jest cisza, wszyscy śpią.

(z pełnym przekonaniem) – Chrobotało, bo chlebek chodził po zamrażarce!

Cóż rzec? Każdy ma koszmary na swoją miarę… Co nie czyni ich wcale mniej strasznymi!