„Dla Synka”

Stojąc przy oknie

trzymam Cię w ramionach

na krawędzi świata

tak, jak kiedyś

trzymałam Cię na krawędzi życia.

Popatrz,

po parapecie galopuje końska mucha wielkości Twojej dłoni,

nadciąga tu szwadron trzmieli w szyku bojowym,

i dzieci – giganty wydające z siebie dzikie ryki

rozsiewając wokół roje bakterii i wirusów.

Słońce nie świeci, a pali.

Wiatr nie wieje, a chłoszcze.

Powietrze przepełniają gryzący dym i spaliny.

Jak mam tam zabrać

tę wcieloną nieporadność

Twojego ciepłego istnienia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>